W latach 90. nikt nie śmiał porównywać muzyki dance do disco polo, nie wspominając już nawet o wkładaniu tych gatunków do jednego worka. W dzisiejszych czasach, gdy muzyka łatwa, lekka i przyjemna na dobre wiedzie prym wśród polskich słuchaczy i sympatyków dobrej zabawy, pojęcie „dance” wydaje się być dla zdecydowanej większości odbiorców czymś zupełnie obcym. Czy to dlatego, że tego gatunku już nie ma?
Historia polskiego dance sięga połowy lat 90. ubiegłego stulecia, czyli czasów, gdy poważny rozkwit przeżywało disco polo. Tak jak w przypadku tego drugiego gatunku, który czerpał inspiracje z Italo Disco, czy polskich utworów biesiadnych/weselnych, tak ten pierwszy zaczął tworzyć się w oparciu o dokonania zachodnich artystów. Na rynku pojawiły się grupy Zero, United, Thomas, D-Bomb czy chociażby Stachursky! Po dziś dzień to też największe legendy tej muzyki.
Czytaj więcej >> naTemat.pl: Gatunek niewidzialny gołym okiem