O tym się mówi

„Wolność" Boys i lato, którego nie zapomnę. Szczery list czytelnika o imprezie po weselu

„Wolność" Boys i lato, którego nie zapomnę. Szczery list czytelnika o imprezie po weselu
Dodaj nas w Google
Zgłoś błąd

„Wolność" o trzeciej nad ranem, boso nad jeziorem, ostatnie wspólne lato paczki. Szczery list czytelnika o młodości, która wraca przy jednej piosence.

Reklama

Wielu z was pozna w tym liście własną młodość. Zostawiamy go w oryginale, bo lepiej byśmy tego nie napisali.

To było lato po maturze, ostatnie takie naprawdę beztroskie w moim życiu, chociaż wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Człowiek w tym wieku myśli, że tak będzie zawsze, że paczka będzie razem na wieki, że wszystko dopiero przed nami. Nie wiedziałem jeszcze, że to lato było ostatnim, kiedy byliśmy wszyscy w jednym miejscu, w tej samej chwili, bez ciężaru dorosłego życia na plecach.

Reklama

Ośmioro z jednego podwórka

Było nas ośmioro i znaliśmy się jeszcze z podstawówki. Każde z nas było inne. Był Bartek, największy śmieszek, który potrafił rozśmieszyć nawet na pogrzebie. Była Kaśka, nasza mama drużyny, która zawsze pilnowała, żeby nikomu nic się nie stało i żeby każdy wrócił do domu cały. Był cichy Michał, który mówił mało, ale jak już coś powiedział, to wszyscy słuchali. I była Ola, w której chyba wszyscy chłopacy po kolei się podkochiwali, choć żaden nigdy się nie odważył jej tego powiedzieć. Ośmioro dzieciaków, które wychowały się na tym samym podwórku i myślały, że tak już będzie na zawsze.

Cała nasza paczka dostała zaproszenie na wesele kuzyna jednego z chłopaków, gdzieś pod nasze rodzinne strony w Wielkopolsce. Wesele było huczne, jak to na wsi, tańce do białego rana, ciotki wciągające nas do wspólnych korowodów, wódka wznoszona za młodą parę. Ale dla nas prawdziwa impreza zaczęła się dopiero po nim. Kiedy starsi zaczęli się rozjeżdżać nad ranem, my ośmioro zwinęliśmy się dyskretnie z resztkami zapasów i poszliśmy nad jezioro, które było kawałek za wsią, ścieżką, którą znaliśmy z dzieciństwa na pamięć. Ktoś rozpalił ognisko, ktoś przyniósł głośnik na baterie, i tak siedzieliśmy na kocach, na mokrej od rosy trawie, patrząc, jak niebo nad wodą powoli robi się coraz jaśniejsze.

Reklama

„Wolność" o trzeciej nad ranem

I wtedy, koło trzeciej nad ranem, z tego małego głośnika poszła „Wolność". Nie wiem, kto ją włączył, ale w jednej sekundzie wszyscy zerwaliśmy się na nogi. Boso, na tej mokrej trawie, przy dogasającym ognisku, wrzeszczeliśmy ten refren tak głośno, że chyba obudziliśmy pół wsi po drugiej stronie jeziora. Ktoś wpadł do wody w ubraniu, ktoś inny za nim, śmialiśmy się tak, że bolały brzuchy. I pamiętam, że w pewnym momencie stanąłem z boku i tylko na to patrzyłem, na tych wszystkich moich ludzi, i pomyślałem, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Nikt tego nie nagrywał. Nie było telefonów w górze, nie było robienia zdjęć na pokaz. Byliśmy po prostu razem i było nam ze sobą dobrze, tak zwyczajnie, po ludzku.

Rozjechaliśmy się po świecie

Za miesiąc każde z nas wyjechało w swoją stronę. Ja na studia do Poznania, dwóch chłopaków do Warszawy, jedna dziewczyna aż do Holandii, do pracy, i tam została na dobre. Rozjechaliśmy się po całym świecie, jak to teraz bywa. Widujemy się może raz na rok, czasem rzadziej, na czyichś urodzinach albo, coraz częściej, na czyimś weselu. Dorośliśmy, mamy swoje prace, kredyty, niektórzy już własne dzieci. Rozmowy zeszły z tego, gdzie idziemy wieczorem, na to, kto ma lepszego lekarza i jak wysokie są raty.

Znów w komplecie, po latach

Ola, ta z Holandii, wróciła w zeszłym roku na wesele Bartka, tego naszego śmieszka, który jako ostatni z paczki się ustatkował. Zjechaliśmy się wtedy wszyscy, pierwszy raz od lat w komplecie, ośmioro trzydziestolatków z brzuszkami, zakolami i workami pod oczami od nieprzespanych nocy z małymi dziećmi. Siedzieliśmy przy jednym stole i przez pierwsze pół godziny było trochę sztywno, bo każdy zdążył się już stać kimś innym, niż był tamtego lata. Rozmawialiśmy o kredytach, o pracy, o tym, kto gdzie mieszka. I nagle didżej, zupełnie jakby wiedział, puścił „Wolność".

Nie umiem wam opisać, co się wtedy stało. W jednej sekundzie zniknęły te wszystkie kredyty i zakola. Zerwaliśmy się od stołu jak te osiemnastolatki, ściągnęliśmy buty pod stołem, i tańczyliśmy ten refren tak samo głośno i tak samo fałszywie jak nad tamtym jeziorem dziesięć lat wcześniej. Kaśka płakała ze śmiechu, Michał, ten nasz cichy, wrzeszczał najgłośniej ze wszystkich, a ja stałem przez chwilę z boku, tak samo jak wtedy, i patrzyłem na nich, na tych wszystkich moich ludzi, których życie porozrzucało po świecie, a których jedna stara piosenka potrafi w dwie sekundy z powrotem zebrać w jedno miejsce.

Bo jest jedna rzecz, która się nie zmieniła ani trochę. Kiedy na którymś z tych naszych wesel didżej puści „Wolność", nie musimy nic mówić. Wystarczy, że złapiemy się wzrokiem przez całą salę, ktoś kiwnie głową, ktoś się uśmiechnie, i już wszyscy jesteśmy z powrotem nad tamtym jeziorem, boso, o trzeciej nad ranem, z całym życiem jeszcze przed sobą. Ta jedna piosenka potrafi nas cofnąć w czasie o dziesięć lat w dwie sekundy. I dlatego, choć wiem, że dla wielu ludzi to tylko stary disco polowy kawałek na wesele, dla mnie i dla mojej paczki jest dowodem na to, że tamto lato naprawdę było. Że nam się nie przyśniło.

Tomek, 27 lat, z Wielkopolski

Wolność" to klasyk z lat 90. w wykonaniu zespołu Boys Marcina Millera, obok „Jesteś szalona" jeden z najczęściej granych utworów tej formacji. Do dziś pozostaje stałym punktem weselnych i sylwestrowych parkietów w całej Polsce, śpiewanym przez kolejne pokolenia.

Oceń artykuł Bądź pierwszy!
Zobacz TOP 20 disco polo
Data publikacji:
Autor:
Dziennikarz muzyczny i redaktor naczelny Disco-Polo.info. W branży disco polo od 2012 roku. Publikuje również wybranie artykuły na Onet.pl oraz WP.pl
Google News Facebook Instagram YouTube TikTok
Boys
Boys Strona zespołu, artykuły, teledyski i najważniejsze informacje. Wszystko o Boys