Marcin Miller wezwał policję pod własny dom. Lider zespołu Boys opowiedział o mężczyźnie, który zjawił się niedaleko jego posesji, a cała sytuacja skończyła się przyjazdem patrolu i zapakowaniem intruza do radiowozu. Funkcjonariusze od razu uprzedzili wokalistę, że więcej zrobić nie mogą, bo przepisy pozwalają im na zatrzymanie takiej osoby jedynie na dobę i kolejną. Miller przyznał, że po tym zdarzeniu zaczął się bać przede wszystkim o rodzinę.
Marcin Miller o mężczyźnie, który stanął pod jego domem
Zainteresowanie liderem Boys nie kończy się na koncertach. Część słuchaczy jeździ za nim na kolejne występy i wokalista traktuje to jako część zawodu. Granicę przekroczył jednak mężczyzna, który przestał zaczepiać go przy scenie i pojawił się w okolicy jego domu. Miller nie próbował z nim rozmawiać ani wyjaśniać sytuacji na własną rękę, tylko sięgnął po telefon i zadzwonił po policję.
Zadzwoniłem na policję. Policja przyjechała, zapakowali go do radiowozu. Pan policjant przyszedł do mnie i powiedział tak: „Panie Marcinie, jedyne, co możemy zrobić, to jedynie przetrzymać go tam 48 godzin, a potem do szpitala. Musimy jakiś tam wniosek...". Było widać, że coś z tym panem jest nie tak - powiedział Marcin Miller w rozmowie ze „Super Expressem".
Możliwości funkcjonariuszy okazały się mocno ograniczone. Zatrzymanie mogło potrwać 48 godzin, a każdy dalszy krok, łącznie ze skierowaniem mężczyzny do szpitala, wymagał osobnego wniosku. Po dwóch dobach intruz mógł po prostu wyjść i wrócić pod ten sam adres.
Lider Boys bał się o rodzinę
Wokalista podkreślił, że nie ma pretensji do policjantów i rozumie, w jakich ramach działają. Problem zaczął się wtedy, gdy zaczął sobie wyobrażać, co taka osoba może zrobić przy kolejnym spotkaniu, na przykład przy wyjeździe samochodem z posesji.
Mówię: „Wiecie, panowie, okej, ja rozumiem - fan, ale cholera wie, co on zrobi. A może jak będę wyjeżdżał samochodem i nie dam autografu po raz kolejny, to mi jakoś kosę wsadzi?". Przecież znany jest przypadek, jak jakiś psychofan zaatakował gwiazdę na oczach męża i dziecka. Różne przypadki się zdarzają - stwierdził muzyk.
Miller konsekwentnie trzyma najbliższych poza show-biznesem, nie zabiera ich na ścianki i nie pokazuje publicznie. Sam tłumaczył wcześniej, że to decyzja rodziny, która nie chce mieć nic wspólnego z medialnym światem. Tym mocniej uderzyła w niego świadomość, że prywatny adres przestał być miejscem odciętym od sceny.
Marcin Miller wcześniej mówił, że psychofana nie spotkał
W maju tego roku, również w rozmowie ze „Super Expressem", wokalista zapytany o trudne relacje z otoczeniem odpowiadał inaczej. Mówił wtedy wprost, że psychofana na swojej drodze jeszcze nie spotkał, choć przyznawał, że kontakty z mediami i publicznością bywają wymagające, a najbardziej bolą go plotki uderzające w rodzinę. Teraz opisał konkretną interwencję policji pod własnym domem.
Marcin Miller pochodzi z Prostek koło Ełku i od 1990 roku stoi na czele zespołu Boys. Jest wokalistą, kompozytorem i autorem tekstów, a na koncie ma kilkadziesiąt wydawnictw i przeboje takie jak „Jesteś szalona" i „Chłop z Mazur". Poza sceną zasiada w jury programu „Disco Star", a jesienią 2026 zobaczymy go w „Twoja twarz brzmi znajomo".
Kolejne informacje o Marcinie Millerze i zespole Boys znajdziesz w dziale newsów na disco-polo.info.


