Marcin Miller w „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” nie udaje, że wszystko przychodzi mu łatwo. Lider zespołu Boys, który bierze udział w 23. edycji show Polsatu, przyznał wprost, że niektóre metamorfozy przerastają jego możliwości wokalne, a przy jednej z nich stres był tak duży, że zapomniał tekstu. Gwiazdor disco polo opowiedział też, jak żyje mu się w Warszawie, dokąd przeprowadził się na czas programu, i dlaczego uczestnicy dziwią się, że tak mało je.
Na scenie Miller rywalizuje z Rafałem Brzozowskim, Gabrielem Fleszarem, Marcinem Maciejczakiem, Ulą Milewską, Bryską, Idą Nowakowską i Marią Sadowską. Doświadczenie z tysięcy koncertów nie daje mu w tym programie żadnej taryfy ulgowej, bo uczestnicy dostają do zaśpiewania wszystko, od jazzu po heavy metal. W rozmowie z Pomponikiem wokalista tłumaczył, na czym polega największa trudność:
„Paradoksalnie to, że potrafisz śpiewać, nie znaczy, że w tym programie dasz sobie radę. (...) Tutaj trzeba nauczyć się zbliżyć do postaci, jaką będziesz w tym programie, co jest bardzo ciężkie. (...) Znam swoją skalę, wiem, jaką mam emisję głosu, więc no pewnych rzeczy nie przeskoczę”.
Marcin Miller o Panasewiczu i Maryli Rodowicz w „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”
Najmocniej w pamięć zapadł mu występ w roli Janusza Panasewicza. Miller przyznał, że wokalista Lady Pank śpiewa tak wysoko, że ta partia okazała się poza jego zasięgiem, a nerwy zrobiły swoje:
„Facet ma chyba już około siedemdziesiątki, a naprawdę tak wysoko śpiewa, że to było poza moim zasięgiem do tego stopnia, że aż nawet pozapominałem te teksty”.
Osobnym wyzwaniem są kobiece role. Na otwarcie sezonu, 4 września 2026 roku, Miller wylosował Marylę Rodowicz i zaśpiewał „Sing-Sing”. Sam mówi, że w takich momentach ogromną część pracy wykonują charakteryzatorzy. Gdy zobaczył się w lustrze w peruce i makijażu Rodowicz, uznał, że podobieństwo było „jeden do jednego”.
Lider Boys nie ustawia sobie listy wymarzonych postaci. Przyznał, że chętnie zaśpiewałby Depeche Mode albo Franka Sinatrę, ale skoro nie wie, czy zbliżyłby się do tych artystów, zdaje się na losowanie i przygotowuje to, co wypadnie. Do tej pory wcielił się w Marylę Rodowicz, Janusza Panasewicza, Kenny'ego Logginsa i Krystynę Prońko. W dzisiejszym, 5. odcinku, który Polsat pokaże w piątek 2 października o 19:55, zobaczymy go w roli Felicjana Andrzejczaka z Budki Suflera.
Wpadki nie zniechęciły go do programu. Miller zapewnia, że zwycięstwo nie jest jego celem:
„Ja nie mam takich aspiracji, że (...) muszę wygrać program albo odcinek. Przyszedłem tutaj się bawić i z taką myślą za każdym razem stąd wychodzę. Aczkolwiek przygotować się trzeba, (...) codziennie są treningi i trzeba uczyć się tego śpiewu”.
Marcin Miller przeprowadził się do Warszawy. „Nie róbcie ze mnie słoika”
Codzienne próby oznaczały przeprowadzkę. Wokalista na co dzień mieszkający w Ełku wynajął lokum w centrum Warszawy. Na pytanie o życie w stolicy zareagował stanowczo: „Nie róbcie ze mnie też jakiegoś słoika. Całe życie podróżuję”.
Lokalizacja mu odpowiada, bo wszystko ma pod ręką: aptekę, restauracje, fast foody i dyskonty spożywcze. Narzeka tylko na ceny. Wyjście na obiad czy kolację w centrum to według niego spory wydatek. Między innymi dlatego w trakcie prób je niewiele, co zauważyli nawet pozostali uczestnicy show:
„Nawet tutaj uczestnicy pytają: 'Naprawdę tak mało jesz?'. Tak, ale jak pojadę w trasę, to wiadomo, wszystkie fast foody są nasze. Bo tam akurat szybko trzeba coś zjeść”.
Marcin Miller urodził się w Prostkach, mieszka w Ełku i od początku lat 90. stoi na czele zespołu Boys, jednej z najbardziej rozpoznawalnych grup disco polo w Polsce. Największym przebojem formacji pozostaje „Jesteś szalona”, a w tym roku lider Boys wypuścił nową wersję utworu „Granica”.



