W ostatnich miesiącach o Dodzie było głośno z kilku powodów. Artystka angażowała się w działania na rzecz bezdomnych zwierząt, promowała serial dokumentalny o swoim życiu i komentowała medialne doniesienia dotyczące koncertu na PGE Narodowym. W przestrzeni publicznej pojawił się też temat jej relacji z Edwardem Miszczakiem. Jednak jeszcze jesienią ubiegłego roku wokalistka zabrała głos w sprawie jednego z najpopularniejszych nazwisk w nurcie tanecznym.
Jej wypowiedź dotyczyła intensywności koncertowej, która w ostatnich sezonach stała się jednym z najczęściej poruszanych tematów przy okazji występów plenerowych i klubowych. Chodziło o liczbę wydarzeń w miesiącu oraz sposób pracy na scenie. Słowa piosenkarki szybko zostały podchwycone przez media i wywołały szeroką dyskusję.
Doda krytykuje intensywność koncertów Skolima
W rozmowie z Party.pl Doda odniosła się do tempa grania koncertów przez Skolima, sugerując, że przy takiej częstotliwości trudno mówić o pełnym zaangażowaniu artystycznym.
Uważam, że nie może być wydajny i akurat w tym przypadku jest to słabe. To jest nastawione na zarabianie pieniędzy i wyciśnięcie jak cytrynę tego czasu. Nie jesteś w stanie, jeżeli jesteś prawdziwym artystą, który daje z siebie absolutnie wszystko podczas koncertu, za 15 min zrobić to samo […] Jesteś po prostu wykończony. Jest tylko jedna szansa, żeby zrobić to kilkukrotnie w ciągu dnia. Po prostu musisz mieć to w d***e za każdym razem i robić to, jak z taśmy, ale wtedy nie jesteś artystą, rzemieślnikiem bardziej.
Wypowiedź szybko obiegła portale branżowe i ogólnopolskie serwisy rozrywkowe. Dyskusja dotyczyła nie tylko samego Skolima, ale też modelu funkcjonowania rynku koncertowego w Polsce.
Skolim publicznie odpowiada na słowa Dody
Do sprawy odniósł się sam Skolim, który w rozmowie z Eską.pl zachował wyważony ton. Nie chciał szeroko komentować słów innej artystki.
Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, bo ja bardzo nie lubię komentować słów innych artystów. To oni są odpowiedzialni za to, co mówią. Doda robi wielkie rzeczy z psami, więc nie wypada o niej źle mówić. Tak to skomentuję.
W dalszej części rozmowy wyjaśnił, że duża liczba koncertów wynika z jego potrzeby grania i bezpośredniego kontaktu z publicznością. Przyznał, że pojawiały się sugestie, aby ograniczyć liczbę występów do kilku większych wydarzeń miesięcznie.
Parę osób mnie pytało: „Słuchaj, a może zamiast 40 czy 50 koncertów, zagraj cztery w miesiącu, po halach?”. Zacząłem o tym myśleć, ale skoro mam potrzebę grania, koncertowania, widzenia się z ludźmi, to czy tych sześć koncertów spełniłoby moje ambicje?
Artysta zwrócił uwagę, że jego występy odbywają się zarówno w domach kultury, jak i w dużych halach, a część z nich jest wydarzeniami biletowanymi.
To jest spełnienie moich marzeń. Gram też duże hale. Ja bym inaczej na to spojrzał. Zobacz, 503 koncerty, a połowa z nich to domy kultury, gdzie też są wielkie hale i połowa z tych moich koncertów jest biletowana.
Spór pokazał różne spojrzenia na pracę sceniczną i tempo występów w branży rozrywkowej. Temat wraca przy okazji sezonów plenerowych i tras koncertowych, kiedy liczby wydarzeń rosną z miesiąca na miesiąc.
Co sądzicie o tej wymianie zdań między Dodą a Skolimem?