Takiego obrotu spraw nikt nie przewidział. Skolim nagle przerwał koncert i zszedł ze sceny. Król latino był przekonany, że padł strzał. Przez chwilę nikt nie wiedział, co dokładnie się stało.
Skolim od kilku lat należy do grona najczęściej koncertujących artystów polskiej sceny tanecznej. Wokalista, którego publiczność zna z takich utworów jak „Wyglądasz idealnie”, „Temperatura” czy „Nie dzwoń do mnie mała”, regularnie pojawia się na scenach klubów, festiwali i dużych wydarzeń plenerowych w całym kraju. Jego koncertowy kalendarz od dawna należy do najbardziej wypełnionych w branży. Niestety, ogromna ilość koncertów wiąże się również z zagrożeniem i sytuacjami, które mrążą krew w żyłach.
Król Latino przerwał koncert i zszedł ze sceny, przekonany, że stało się coś bardzo poważnego. Przez chwilę nikt nie wiedział, co dokładnie było przyczyną tej reakcji. Dopiero później wyjaśniono, co naprawdę wydarzyło się podczas koncertu.
Ubiegły rok był dla artysty wyjątkowo intensywny. Skolim zakończył sezon koncertowy wynikiem 503 występów, co jest jednym z najwyższych rezultatów wśród wykonawców muzyki tanecznej w Polsce. Wokalista zapowiadał również, że w kolejnym roku chce spróbować pobić własny rekord liczby koncertów.
Koncerty na żywo to jednak nie tylko muzyka i zabawa, ale też sytuacje, których nie da się przewidzieć. Niedawno głośno było o zdarzeniu podczas występu artysty w Lublinie, gdzie dorosły mężczyzna poturbował 12-letnią dziewczynkę, próbując odebrać jej koszulkę rzuconą ze sceny przez wokalistę. Sprawa odbiła się szerokim echem w sieci, a management artysty skontaktował się z poszkodowaną i przekazał jej paczkę z gadżetami.
Chwile grozy podczas koncertu Skolima
Do jeszcze bardziej niecodziennej sytuacji doszło w 2024 roku podczas jednego z koncertów Skolima w Dobczycach w Małopolsce, niedaleko Krakowa. W trakcie występu wokalista nagle poczuł silne ukłucie w klatce piersiowej. W pierwszej chwili był przekonany, że mogło dojść do bardzo poważnego zdarzenia.
Sytuację dodatkowo potęgował fakt, że zaledwie dzień wcześniej światowe media informowały o zamachu na byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa. Wokalista przyznał, że w pierwszej chwili jego wyobraźnia zaczęła podsuwać najgorsze scenariusze.
Skolim "nagle czuję strzał w klatkę piersiową"
O całej historii Skolim opowiedział w rozmowie z Eską, dementując przy okazji plotki o reszcie koncertu. Artysta przyznał, że początkowo naprawdę był przekonany, że ktoś oddał w jego stronę strzał.
Dzień przed było postrzelenie Trumpa. Jestem na scenie, Dobczyce, Małopolska, pod Krakowem i nagle czuję strzał w klatkę piersiową, mówię: „o kurczę, może mnie ktoś trafił”. Nie wiem, co się dzieje, wyobraźnia zaczyna działać. Podchodzę do Luxona, podnoszę koszulkę, jest czerwony ślad, mówię: „postrzelili mnie”. Schodzę na dół.
Na miejscu był jednak ratownik medyczny, który szybko sprawdził sytuację i ustalił, że przyczyną był ukąszenie przez szerszenia. Wokalista otrzymał zastrzyk i po krótkiej przerwie wrócił na scenę.
Dostałem zastrzyk i po 10 minutach wbiegłem na scenę, zagrałem ponad godzinny koncert. Na drugi dzień nagłówki „Skolim po dwóch piosenkach wsiadł w helikopter i poleciał do domu”. Przykre to było.
Mimo pojawiających się w sieci plotek o rzekomym przerwaniu koncertu, w rzeczywistości Skolim wrócił na scenę po krótkiej przerwie i zagrał cały zaplanowany występ do końca.
Słyszeliście wcześniej o tej historii z koncertu Skolima w Dobczycach?