Bilety na wesele obcych ludzi to już nie scenariusz amerykańskiej komedii. W Stanach Zjednoczonych działa serwis Not a Wedding Crasher, przez który para młoda wystawia na sprzedaż wolne krzesła na własnym weselu, a zupełnie nieznajomi goście płacą za miejsce przy stole, weselny obiad i zabawę na parkiecie. Za jedno miejsce trzeba zapłacić od 25 dolarów (ok. 90 zł) do nawet 160 dolarów (ok. 580 zł). Podobna platforma działa we Francji, a w Polsce weselne imprezy dla ludzi, którzy nie znają pary młodej, kręcą się w klubach przy disco polo.
Kto wymyślił sprzedawanie miejsc na weselu?
Za serwisem stoją Jeff i Karina Besen z San Diego, małżeństwo z 19-letnim stażem. Pomysł narodził się podczas planowania cotygodniowych randek. Karina opowiedziała o tym w rozmowie z amerykańskim radiem Marketplace:
Zwykle chodzimy do kina, na plażę, na stand-up i zaczęło nam brakować pomysłów. Jeff powiedział: „Chciałbym, żebyśmy mogli pójść na wesele”.
Problem był jeden: nikt z ich znajomych nie planował akurat ślubu. Besenowie zatrudnili programistę i uruchomili Not a Wedding Crasher, który formalnie wystartował wiosną 2026 roku. Usługę sprawdzili też na sobie i pojechali na wesele nieznajomej pary.
Para młoda wystawia ogłoszenie, w którym podaje liczbę wolnych miejsc i kwotę za jednego gościa. Powody są różne: ktoś odwołał przyjazd w ostatniej chwili albo sala wymaga minimalnej liczby gości, której rodzina i znajomi nie wypełniają. Chętni wysyłają zgłoszenie i przechodzą weryfikację tożsamości prowadzoną przez zewnętrzną firmę. Sama zapłata nie gwarantuje wejścia, bo nowożeńcy przeglądają każde zgłoszenie i sami decydują, kogo przyjmą. Pieniądze są pobierane dopiero po akceptacji, adres sali gość poznaje po zatwierdzeniu, a para młoda zatrzymuje 80 procent z każdej sprzedaży. Wypłata trafia do niej po weselu.
Ile kosztuje miejsce na weselu obcej pary w USA i we Francji?
Stałego cennika nie ma, kwotę ustala każda para. Na weselu w Tennessee miejsce wyceniono na 25 dolarów, a na przyjęciu w południowym New Jersey na 160 dolarów. Cena zależy od cateringu, lokalu i tego, czy na sali jest otwarty bar.
We Francji działa Invitin, paryski start-up założony w 2025 roku przez byłą modelkę Katię Lekarski. Pomysł podsunęła jej pięcioletnia córka, która zapytała, dlaczego one nie są zapraszane na wesela. Na jedno przyjęcie trafia zwykle od 5 do 10 płacących gości, a bilet kosztuje najczęściej od 100 do 150 euro, przy prestiżowych lokalizacjach więcej. Invitin pobiera 15 procent prowizji. Gość z biletem musi przyjść schludnie ubrany i punktualnie, pić z umiarem i pytać parę o zgodę przed publikowaniem zdjęć. Nowożeńcy nie mają obowiązku z nim rozmawiać. Z platformy skorzystali m.in. Jennifer i Paulo, którzy na wesele w dworku godzinę drogi od Paryża zaprosili 80 dorosłych i 15 dzieci z rodziny i grona znajomych oraz 5 obcych osób po 150 euro od głowy.
Swoją platformę mają też Indie. Serwis Join My Wedding wpuszcza turystów na tradycyjne indyjskie wesela.
Weselne imprezy z disco polo bez zaproszenia w Polsce
Polska wersja wygląda inaczej, bo zamiast prawdziwego ślubu jest impreza w weselnym klimacie. W Warszawie przy ul. Żurawiej działa Club Wesele, gdzie bez znajomości pary młodej bawi się przy disco polo, z wodzirejem, weselnymi zabawami i oczepinami. Uczestnicy płacą za wejście do lokalu, a nie za udział w czyjejś uroczystości. Motyw polskiego wesela ma też sieć klubów Gorzko Gorzko w Szczecinie, Sopocie, Gdańsku, Krakowie i Łodzi, gdzie w weekendy odbywają się dyskoteki weselne z oczepinami i hitami disco polo.
Weselna zabawa dla obcych trafiła nawet na Rynek Główny w Krakowie. Na 19 lipca 2026 roku zapowiedziano tam „Największe Wesele w Polsce” z DJ-em Staszkiem, symboliczną parą młodą „Adam i Ewa”, oczepinami i konkursami. Władze miasta nazwały imprezę nielegalną i apelowały do mieszkańców i turystów, żeby ją omijali.
Gwiazdą krakowskiego wesela miał być Kordian, który łączy disco polo z góralskim folkiem i jest znany z przeboju „Dziewczyna z gór”.



