Reklama

Disco-Polo.info

Reklama


Ekskluzywny wywiad z Alvaro Soler!


Reklama


Źródła zdjęć: Gazeta Na żywo/materiał prasowy
Reklama

Wywiad

Ma zaledwie 26 lat, ale już pierwszy singiel przyniósł mu międzynarodową sławę

Reklama

Ma zaledwie 26 lat, ale już pierwszy singiel przyniósł mu międzynarodową sławę. To on otworzył koncert Roztańczony PGE Narodowy na Stadionie Narodowym. Za kulisami znalazł chwilę na rozmowę z Martą Lubartowską z gazety "Na Żywo".

To nie jest Twoja pierwsza wizyta w Polsce...

Za każdym razem, jak stąd wracam, przywożę ze sobą piękne wspomnienia. To w Polsce „Sofia” osiągnęła status diamentowej płyty, jedynej w mojej karierze. Za to jestem wdzięczny polskim fanom. Podczas każdej wizyty staram się trochę lepiej poznać wasz kraj. A za najlepszy sposób uważam skosztowanie lokalnych potraw. Uwielbiam polskie pierogi z mięsem. A teraz smakowała mi kaczka z karmelizowanymi jabłkami i burakami. Zasmakowałem też w nocnym warszawskim życiu. Świetnie bawiliśmy się z zespołem w jednym ze stołecznych pubów.

Mieszkasz w Berlinie, urodziłeś się w Hiszpanii, a wychowywałeś w Japonii. Które miejsce jest najbliższe Twemu sercu?

Zdecydowanie Hiszpania. Tam mieszkają moi rodzice, rodzeństwo, przyjaciele ze studiów, w tym języku śpiewam. Ale gdy jestem za długo w domu, czegoś mi brakuje. Chociaż mój tata jest Niemcem, ja się nim nie czuję. Jednak to właśnie tam pracuję, tam mam wielu znajomych. I blisko do Polski.

Przez pewien czas tworzyłeś zespół Urban Lights razem z bratem, Gregorym.

On był głównym wokalistą, ja grałem na klawiszach. Postawiłem jednak na karierę solową i po moim odejściu grupa się rozpadła.

Gregory nie był na Ciebie wściekły?

Może początkowo było mu smutno, ale zrozumiał, że mam szansę zrobić coś więcej. Nasz zespół nie miał wielkich sukcesów na koncie, a we mnie grała inna muzyka. Teraz Gregory czasem towarzyszy mi w podróżach, wystąpiliśmy nawet razem na scenie podczas mojej zimowej trasy. Nie ma między nami rywalizacji czy zazdrości. Staramy się sobie pomagać.

A co reszta rodziny sądzi o Twojej błyskawicznej karierze?

Moje życie można porównać do pociągu. Przed wydaniem „El mismo sol” był to kurs zwykły, a teraz przyspieszony. Tyle dzieje się wokół mnie… Dla moich bliskich to trudne doświadczenie. Nie zawsze mam czas z nimi porozmawiać, spotkać się w wybranym przez nich terminie. Martwią się też o mnie, gdyż nasłuchali się legend o zagrożeniach czyhających na muzyków. Dlatego jeśli mogę, to zabieram ich ze sobą w trasę. Widząc na żywo, jak wygląda teraz moje życie, są w stanie lepiej mnie zrozumieć.

Jednym z przystanków na trasie Twojego pociągu była współpraca z Jennifer Lopez.

Poczułem, jakbym unosił się nad ziemią. JLo napisała do mnie maila, że chce ze mną pracować! Nie miałem wtedy dużego doświadczenia. Wciąż pracowałem nad swoim głosem. Bałem się spotkania z nią, że nie będę w stanie sprostać jej oczekiwaniom. To zwierzę sceniczne. Obserwując ją, wiele się nauczyłem.

Nagrałeś też przebój z polską wokalistką Moniką Lewczuk. Czy łączy Was coś więcej niż zawodowa współpraca?

Na co dzień nie mamy ze sobą kontaktu, ale zawsze gdy jestem w Polsce, to się spotykamy. Uważam, że nasze „Libre” to jedna z najpiękniejszych wersji tej piosenki. Ale łączy nas tylko praca.

To może jest ktoś inny, bliski Twojemu sercu?

Odpowiem Ci na to pytanie, jak się spotkamy na ulicy (śmiech).

Zatem kim była Sofia z Twojej piosenki?

To moja była dziewczyna. Nie miałem ich znowu aż tak wiele, ale ta była pierwsza i zerwała ze mną dla innego. Dokładnie tak jak w utworze. Naprawdę miała na imię Maria, ale zmieniłem je, gdyż jest banalne, tyle już było piosenek o takim tytule. Poza tym nie chciałem, żeby wiedziała, że to o niej. Aby pomyślała, iż wciąż jest dla mnie ważna, bo tak nie jest. Z negatywnego zdarzenia, jak zerwanie, chciałem zrobić coś pozytywnego, stąd radosna melodia utworu. Wszystkie moje kompozycje odnoszą się do mojego życia.

A ponieważ są o szukaniu miłości to…

Są też o spędzaniu czasu z przyjaciółmi (śmiech). W wolnych chwilach lubię się z nimi spotykać. Coś ugotować, pójść do fajnej knajpki, do kina. W przerwie między koncertami planuję zobaczyć ostatnią część „Szybkich i wściekłych”. Studiowałem projektowanie aut i jestem wielkim fanem motoryzacji. Tak, samochody to moja miłość.

Źródło: Gazeta "Na Żywo".

Komentarze

Aktualnie ten wpis posiada 0 komentarzy.

Zostaw komentarz

Polecane nowości

Reklama